„Butelki zwrotne” to najnowsze dzieło Jana Svěráka (następcy
świetnego scenarzysty Zdenka Svěráka mającego na swoi
koncie wiele tekstów do kultowych czeskich filmów, m.in. w reżyserii Jiriego
Menzla). Jak przystało na syna wielkiego twórcy stworzył on film godny czeskiej
kinematografii… Brzmi nieźle… Z tymże co znaczy bycie godnym czeskiej kinematografii… I
ja się zastanawiam (miejmy nadzieję, że wyniknie to samo z siebie w dalszych
częściach pracy). Nie chciałbym operować wytartym już sloganem film czeski, aby przedstawić Butelki zwrotne, tym samym uczynię to w
sposób bardziej zawoalowany…
Wypada na początku choć w
niewielkim stopniu nakreślić ramy treściowe filmu, lecz w moim mniemaniu nic to
o filmie nie powie, co więcej, może nawet zniechęcić, gdyż tzw. akcji filmu
raczej, Drogi Czytelniku, nie uświadczysz. Spróbuję zatem inaczej, opowiem film
w trzech zdaniach i obiecuję, że nie ujmie to jego wymiarowi dla kogoś, kto
filmu jeszcze nie widział.
Otóż mężczyzna w zaawansowanym
średnim wieku (w tej roli sam Zdeněk Svěrák) jest
wypalonym psychicznie nauczycielem w pobliskiej szkole. Wiedzie spokojne życie
wraz ze swoją małżonką. Postanawia porzucić swój, bądź co bądź, ukochany zawód
i znaleźć dla siebie miejsce w otaczającej go, coraz mniej zrozumiałej dla
niego rzeczywistości. Podejmuje wiele zajęć o charakterze zarobkowym, by w
rezultacie zostać przyjmowaczem butelek
w punkcie Zwrotu butelek. Na tym kończą się ciekawostki
akcyjne, co jednak w żadnym razie nie oznacza, że film dobiega końca, wręcz
przeciwnie, reżyser dopiero zaczyna przekazywanie nam idei filmu.
Tym samym, jakże płynnie, pozwolę
sobie przejść do kolejnego wymiaru filmu, zdecydowanie ciekawszego, jakim jest
podjęcie ideologiczne skwantyfikowanej kondycji ludzkiej w ujęciu doświadczonej
jednostki ( i to jest już drugi zwrot w tym tekście, który mi się podoba…
Cokolwiek znaczy, a znaczy dokładnie tyle, ile ja sam przez to rozumiem. I
niech tak zostanie).