Mloda RP
Startuj z nami ustaw jako startową Dodaj do Ulubionych dodaj do ulubionych Kontakt kontakt
zamów reklamę na MłodejRP   
 Lista 50: "Gallipoli"

„Gallipoli” (reż. Peter Weir, rok produkcji – 1981) to dramat wojenny opowiadający o dwóch australijskich ochotnikach walczących podczas I wojny światowej. Jest to wzruszająca historia przyjaźni dwóch chłopaków, których historia prowadzi w miejsca, o których im się nawet nie śniło. Jest to mądra i pouczająca opowieść. Dlatego ten film poleca Amadeusz Mytych.

Amadeusz Mytych: jak Ci się podobał film?

Marcin Żukowski: Lubię Petera Weira. Szczególnie za „Stowarzyszenie umarłych poetów”, a „Gallipoli” to również udany film tego pana. Nie było więc opcji, żeby mi się nie podobał. Mógłbym się do paru rzeczy przyczepić, ale nie jestem krytykancki, więc nie będę tego robił. Największe plusy filmu to wartka akcja, dobra fabuła, ciekawy pomysł i ważny problem, który jest głównym tematem filmu.

AM: Właśnie, trzeba powiedzieć, że „Gallipoli” to nie tylko opowieść o pięknej męskiej, ale nie szorstkiej, przyjaźni.

MŻ: Bez podtekstów seksualnych tylko proszę – to nie jest „Tajemnica Brokeback Mountain”.

AM: Oczywiście, Frank (Mel Gibson) i Archy (Mark Lee) zdecydowanie nie są gejami. Frank jest nawet typem psa na kobiety.

MŻ: Mel Gibson zresztą by się chyba obraził gdyby usłyszał, że sobie żartujemy apropos jego i roli geja. On jest radykałem chyba niezłym.

AM: Tak, cięty na gejów i lesbijki jest, w ogóle na wszystkich prawie jest cięty. W „Gallipoli” nie walczy jednak z homoseksualizmem. Wrogiem są państwa centralne, a więc głównie Niemcy. Australijczycy jednak biją się z Turkami, a nie z Niemcami.

MŻ: A cała historia zaczyna się w spokojnej Australii, gdzie Archy i Frank sobie żyją. Ich największą pasją jest lekkoatletyka. Chwila, to już drugi Twój film o biegaczach – najpierw były „Rydwany ognia”, teraz „Gallipoli”.

AM: Bo ja jestem niespełnionym lekkoatletą.

MŻ: A to chyba, że tak. A wracając do filmu. Po jednym z biegów, w których startują nasi bohaterowie brytyjska armia organizuje nabór. Frank i Archy jadą na front I wojny światowej. Walczą za Wielką Brytanie i biorą udział w jednej z najkrwawszych bitew Wielkiej Wojny, w których brała udział australijska armia – pod egipskim Gallipoli (stąd też tytuł filmu).

AM: Wzruszająca historia…

MŻ: I na co im ta wojna?

AM: Walczyli za ojczyznę, obowiązek taki mieli.

MŻ: Ciekawe za jaką ojczyznę. Bo ich ojczyzną była Australia, a Australia na tej wojnie jedynie traciła ludzi, których brał od niej rząd w Londynie. Więc ojczyzna – jeśli uznamy za nią już Wielką Brytanie, a Australię potraktujemy jako małą ojczyznę (sic!) - dała im nieźle popalić.

AM: To prawda. „Gallipoli” to obraz, który pokazuje okrucieństwo i bezsens wojny. Widzimy tutaj także czym jest rozkaz i jakie reguły panują w wojsku.

MŻ: Reklamą zgłaszania się do wojska ten film by nie mógł być.

AM: Zdecydowanie. Niestety widzimy tutaj jak żołnierzy traktuje się jako mięso armatnie, a nie ludzi.

MŻ: Rozkaz to rozkaz i nie ma zmiłuj, a potem – często – odpowiedzialność ponoszą jedynie wykonawcy, czyli naiwni, młodzi chłopcy, którym zamarzyła się wojna. Niech żyje wojna – jak śpiewał Stanisław Grzesiuk.

AM: Oczywiście, ironia i sarkazm na najwyższym poziomie u Ciebie. A dodatkowo jeszcze znalazłeś potwierdzenie w zabytku kultury. Winszuję.

MŻ: Dziękuję, a Państwa zapraszam do oglądania filmu Petera Weira – „Gallipoli”.



1  || Strona do wydruku || Powrót


 Informacje o artykule

Gallipoli
Autor: Amadeusz Mytych & Marcin Żukowski
Dodano: 22.01.2008
Czytań: 222

 Dodaj swój komentarz








Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

   Komentarze

 
Mloda RP Kontakt Redakcja Reklama Wydawca
projektowanie stron www             
- - - -