Mloda RP
Startuj z nami ustaw jako startową Dodaj do Ulubionych dodaj do ulubionych Kontakt kontakt
zamów reklamę na MłodejRP   
 Kobiety, których nie ma?

„W filmie premiera oznacza, że wszystko jest skończone, możesz już tylko usiąść w fotelu i patrzeć. A w teatrze to dopiero początek.”
Jonathan Carroll


Kilka lat temu na deskach warszawskiego Studia Buffo zespół Teatru Montownia rozpoczął wystawianie sztuki poświęconej życiu kilku typowych facetów. „Testosteron” stał się hitem. Po dzień dzisiejszy nie jest łatwo dostać na niego bilety do teatru. W 2006 roku przedstawienie doczekało się swojej filmowej wersji. Za jej realizację zabrał się duet Andrzej Saramonowicz (autor sztuki „Testosteron”)– Tomasz Konecki. Panowie zmienili obsadę względem teatralnego pierwowzoru – zarówno w teatrze, jak i w filmie występują Krzysztof Stelmaszyk i Tomasz Karolak. Na ekranie najbardziej odczuwalny jest brak Roberta Więckiewicza, który na deskach teatru gra kelnera (w filmie w tą postać wcielił się Borys Szyc). Teatralna wersja „Testosteronu” była – według krytyków, fanów, a także według mnie – znacznie lepsza niż filmowa. Na szczęście to, czego zabrakło w filmie „Testosteron” możemy zobaczyć w nowej produkcji Koneckiego i Saramonowicza – „Lejdis”.

Film jest damską wersją „Testosteronu”. Tym razem nie był wzorowany na żadnym teatralnym przedsięwzięciu, ale – dla osób, które czasem odwiedzają warszawskie teatry – nieobce będzie skojarzenie, że damską wersją „Testosteronu” już coś nazywano. A więc było przedstawienie – wystawiane w tym samym, co początkowo „Testosteron” Studiu Buffo – będące odpowiedzią piękniejszej płci na męską sztukę autorstwa Teatru Montownia. Ta odpowiedź nosi tytuł „Tiramisu” i szerokim echem odbiła się w kulturalnych kręgach Warszawy, ale nie tylko. Żeby nie być gołosłownym przytoczę fragment recenzji spektaklu, która pojawiła się 6 marca 2005 roku w „Newsweeku”. Jej autorką była Barbara Welbel , a w swojej recenzji umieściła między innymi takie zdanie – "Tiramisu" to cięta, kobieca odpowiedź na "Testosteron" Andrzeja Saramonowicza. „Tiramisu” autorstwa Joanny Owsianko to sztuka niezła, ale gorsza niż „Testosteron”. Byłem, widziałem. Saramonowicz pewnie też widział, a po sukcesie filmu „Testosteron” postanowił zrobić swoją kobiecą wersję „Testosteronu”. Trzeba przyznać, że mu się udało.

Nie wiem czy „Lejdis” to lepszy film niż sztuka „Tiramisu”. Nie da się tego porównać. Na pewno jednak „Lejdis” to lepszy film niż „Testosteron”. Na ekranie widzimy aktorów znanych z filmu „Testosteron” (Szyc, Adamczyk, Kot), ze sztuki (Więckiewicz, Karolak). Poza tym w filmie grają choćby Rafał Królikowski, Krzysztof Globisz czy Jan Englert. Narratorem jest Cezary Pazura. Ale panowie są w tym filmie na drugim planie. Pierwszoplanowymi postaciami są panie. Tytułowe „Lejdis” to: Anna Dereszowska (filmowa Korba), Izabela Kuna (Gośka), Edyta Olszówka (Łucja) oraz Magdalena Różczka (Monia). Poza tym na ekranie zobaczymy choćby Danutę Stenkę (matka Moni), a z ciekawostek dodam, że jedną z ról w „Lejdis” gra Magdalena Boczarska (Arleta). Ta aktorka wystąpiła także w jednej z głównych ról w „Tiramisu”. Teatr jednak zostawmy na inną okazję, a tymczasem wróćmy do „Lejdis”.

Jakiś czas temu Andrzej Saramonowicz, miłośnik surfowania po Internecie, natknął się na blog www.lejdis.pl. Zafascynowany poczuciem humoru autorek, namówił je do współpracy. Tak narodził się pomysł filmu. - Znaleziony przeze mnie blog stał się punktem wyjścia do scenariusza wspomina Saramonowicz. - W internetowych dialogach znalazłem coś, co mnie rozbawiło, a zarazem odkryło przede mną ostry, prawdziwie kobiecy sposób widzenia świata. Czułem, że w autorkach bloga jest niezwykle silny potencjał twórczy. Wiedziałem równocześnie, że na potrzeby filmu trzeba stworzyć całkiem nową historię, bo afabularny blog zupełnie się do tego nie nadawał.

A potem – w ciągu 35 dni zdjęciowych, w sierpniu i wrześniu ubiegłego roku powstał film. Jaki jest? Niezły. Ostry, zabawny, czasem głupio, ale bez przesadyzmu. Dowcip jest często podsycony seksem albo polityką – i bardzo dobrze, bo akurat takie żarty w „Lejdis” sprawdziły się najlepiej. A poza tym sporo można się z tego filmu dowiedzieć. Jest to lektura dla kobiet, które zobaczą siebie w krzywym zwierciadle i będą miały chwilę na refleksje nad tym, czy są takie jak bohaterki filmu. Jest to film dla facetów, którzy mają szansę poznać kobiecy świat bardziej od wewnątrz. Z pewnością warto wybrać się na „Lejdis”, bo o tym się mówi. Po prostu wypada obejrzeć, a przy okazji można się sporo pośmiać, przemyśleć parę spraw i stwierdzić, że film nie zawsze musi przegrywać z teatrem. Andrzej Wajda „Weselem” pokazał, że można przenieść na ekran dramat, który wydawałoby się jest przeznaczony tylko na scenę. Twórcy Teatru Telewizji od wielu lat udowadniają, że można robić dobre przedstawienia teatralne zorientowane na telewizję. Elia Kazan pokazał, że ze znakomitej sztuki – „Tramwaj zwany pożądaniem” – można zrobić wspaniały film. Saramonowicz i Konecki udowadniają, że nie obce im są męskie klimaty, ale nie są zamknięci na płeć przeciwną, jej styl i damskie sprawy. To spore osiągnięcie. Widzowie chyba już to kupili.

Foto: Robert Pałka/Van Worden



1  || Strona do wydruku || Powrót


 Informacje o artykule

Lejdis
Autor: Marcin Żukowski
Dodano: 06.02.2008
Czytań: 284

 Dodaj swój komentarz








Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

   Komentarze

 
Mloda RP Kontakt Redakcja Reklama Wydawca
projektowanie stron www             
- - - -