Komedia romantyczna powoli staje się w Polsce tak popularnym
gatunkiem filmowym jak na Zachodzie. Polacy szturmują kina oglądając coraz
częściej nie produkcje tego typu pochodzące z Wielkiej Brytanii czy USA, a z
Polski. „Nigdy w życiu”, „Tylko mnie kochaj” czy „Ja Wam pokażę” – to trzy
największe hity polskiej kinematografii komedio-romantycznej. Wszystkie te
filmy obejrzało grubo ponad milion widzów. Mniejszą, ale ponad półmilionową
widownię zgromadziły „Jeszcze raz” i „Dlaczego nie”. Abstrahując od tego czy
część z tych filmów nadawała się do oglądania czy też nie trzeba przyznać, że w
polskim kinie obserwujemy trend polegający na kręceniu komedii romantycznych.
Jutro w naszych kinach pojawi się kolejna produkcja tego gatunku – „Mała wielka
miłość”.
On (Ian Everson - Joshua Leonard) jest wziętym prawnikiem
prestiżowej kancelarii w Kalifornii. Jego życie to jedna wielka zabawa. Ona
(Joanna Malczyk - Agnieszka Grochowska) studiuje w Warszawie. Na wakacje
wyjeżdża do Los Angeles, gdzie pracuje jako kelnerka. Tam poznaje Iana.
Spędzają razem noc. Ale tylko jedną. Ian przylatuje do Warszawy i odkrywa, że zależy
mu na niej coraz bardziej. Kiedy jednak Joanna przypadkiem słyszy telefoniczną
rozmowę Iana z jego dziewczyną z Kalifornii – wyrzuca go z domu. Ian wraca do Los Angeles. Okazuje się, że,
lecąc do Polski, Zaniedbał sprawy zawodowe. Traci pracę. Czekają go kłopoty
finansowe, kontrola FBI… Tymczasem
Joanna ma wypadek – wprawdzie niegroźny, ale leczenie jednak oznacza poważne
koszty. Ojciec Joanny dzwoni do Iana. Ten – choć po raz pierwszy od lat nie ma
pieniędzy – obiecuje pomoc. Jeszcze raz wsiada do samolotu do Warszawy. Czy uda
mu się odzyskać miłość Joanny?
To tyle jeśli chodzi o fabułę. Nie jest ona chyba zbyt
odkrywcza, bo koncept komedii romantycznej zazwyczaj jest podobny, a można
tworzyć jedynie bardziej lub mniej nowatorską formułę wprowadzania tego konceptu
w życie. Twórcom „Małej wielkie miłości” to się chyba udało. Choćby przez
zaangażowanie ciekawych osób do pracy nad filmem. Scenariuszem i reżyserią
zajął się Łukasz Karwowski (nagradzany na Festiwalu w Gdyni „Listopad”,
„Południe – północ”). Sam reżyser tak mówi o swoim najnowszym dziele, pomyśle
na film i jego przesłaniu – „Mała wielka miłość” to komedia romantyczna. I
muszą obowiązywać wszystkie zasady tego gatunku. To historia miłości bogatego,
robiącego karierę Amerykanina z Kalifornii i młodej dziewczyny z Warszawy.
Pochodzą z zupełnie różnych światów. Z tej konfrontacji wychodzi zwycięsko
tradycja europejska. Różnice charakterów, życiowa ideologia bohaterów, ich
podejście do miłości i rodziny, stosunek do kultury, odmienne przyzwyczajenia –
powodują powstawanie wielu zabawnych i nieoczekiwanych sytuacji. Różnice
generują humor sytuacyjny, ukazują również zderzenie dwóch światów. Wygrywają
nie pieniądze, spryt życiowy i bezwzględność, ale kultura i swego rodzaju
naiwność.
Na ekranie zobaczymy wspomnianą już Agnieszkę Grochowską
(„Warszawa”, „Pręgi”, „Samotność w Sieci”, „Tylko mnie kochaj”). Partneruje jej
Joshua Leonard („Blair Witch Project”, „Kasjerzy czy kasiarze”, „Siła i honor”,
„Na psa urok”). Poza tym sporo dobrych polskich aktorek i aktorów – choćby Mikołaj
Grabowski, Agnieszka Pilaszewska,Piotr
Machalica, Marcin Perchuć, Marcin Bosak czy Izabela Kuna. A do tego dwoje
amerykańskich gwiazdek srebrnego ekranu – nominowana do Złotego Globu Liz
Torres („Ostry dyżur”, „Brzydula Betty”) oraz nominowany do Oscara Robert
Forster („Jackie Brown”). Mamy więc mix polsko-amerykańskich aktorów i aktorek,
a cały film jest w wersji polsko-angielskiej. Ciekawy pomysł. Polskie napisy do
filmu stworzył Bartosz Wierzbięta, naczelny dialogista kraju, najbardziej znany
z polskie wersji „Shreka”. A poza pomysłem na polsko-angielską wersję językową
jest też kwestia zdjęć do „Małej wielkiej miłości”. Tutaj mamy mix
polsko-amerykański – Warszawa i Los Angeles. Zdjęcia naprawdę dobre,
szczególnie te zrobione w Warszawie. „Mała wielka miłość” to już kolejny film,
który w piękny sposób pokazuje stolicę Polski. Nie ma się czego wstydzić nawet
w porównaniu z najbardziej filmowymi miastami świata – Paryżem czy Nowym
Jorkiem.
Zima wprawdzie się kończy (albo nawetjuż się skończyła). Idzie wiosna, a więc
humory i nastroje poprawiają się nam same przez się, lecz nie zaszkodzi chyba
zafundować sobie dodatkowej dawki pozytywnej energii. Z pewnością może nią być
„Mała wielka miłość”.
Właściciel praw
"Grupa Filmowa" Sp. z o.o.
Autor zdjęć: Robert Pałka