Brytyjska szkoła komedii romantycznych znów pojawia się w
naszych kinach. Tym razem za sprawą koprodukcji
amerykańsko-brytyjsko-francuskiej – „Na pewno, być może”. Film wyreżyserował
Adam Brooks, znany między innymi ze scenariuszy do takich filmów jak „Bridget
Jones: W pogoni za rozumem”, „Wimbledon” czy „Francuski pocałunek”. Już samo
zaangażowanie Brooksa jako reżysera w „Na pewno, być może” sugeruje, że jest to
naprawdę interesująca produkcja. Ale zanim przejdziemy do próby ocen filmu
przedstawię pokrótce fabułę.
Głównym bohaterem filmu jest niejaki Will Hayes (Ryan
Reynolds).Ma trzydzieści kilka lat, mieszka na nowojorskim Manhattanie. Jest
właśnie w trakcie rozwodu, kiedy ku jego zaskoczeniu, 10-letnia córka Maya (Abigail
Breslin) zaczyna zadawać mu pytania dotyczące jego życia przed ślubem. Maya
chce wiedzieć dokładnie wszystko o tym, jak jej rodzice spotkali się i
zakochali w sobie.
Historia Willa zaczyna się w 1992 roku, kiedy jako młody
aspirujący polityk przenosi się z Wisconsin do Nowego Jorku, aby rozpocząć
pracę przy kampanii prezydenckiej. Na życzenie córki, Will ponownie przeżywa
swoją przeszłość i wspomina historie romantycznych związków z trzema różnymi
kobietami.
Will usiłując opowiedzieć córce jak najbardziej łagodną
wersję swojej historii, zmienia imiona kobiet, dlatego też Maya musi sama
dowiedzieć się, kim jest kobieta, którą ojciec ostatecznie poślubił. Czy jej
matką jest miłość Willa ze szkoły, niezawodna Emily (Elizabeth Banks)? Czy jest
nią może jego długoletnia przyjaciółka i powiernica, apolityczna April (Isla Fisher)?A może to niezależna, ambitna dziennikarka
Summer (Rachel Weisz)?
Maya składając w całość kawałki układanki związanej z
tajemniczą historią miłosną taty, zaczyna zdawać sobie sprawę, że miłość wcale
nie jest taka prosta. Pomaga Willowi zrozumieć, że nigdy nie jest za późno, aby
spojrzeć w przeszłość… i być może odnaleźć szczęśliwe zakończenie.
Jeśli chodzi o pomysł na fabułę to jest on w miarę
oryginalny. Dobrze, że zastosowano retrospekcję. Ciekawie, że film opowiada
trzy historie a nie jedną. To wszystko dobre zabiegi. Oczywiście gdyby nie gra
aktorska na wysokim poziomie nic specjalnego by z „Na pewno, być może” nie
wyszło, ale na szczęście ten aspekt został opanowany bardzo przyzwoicie. Nawet
lepiej. Szczególne brawa dla Abigail Breslin grającej rolę 10-letniej Mai.
Oczywiście czwórka dorosłych głównych bohaterów również zasługuje na spore
słowa uznania. Poza aktorami, pomysłem na fabułę i formę opowieści mamy też
fajnie wpleciony w całość wątek polityczny. Will pracuje bowiem w polityce –
przez sporą część filmu jest zafascynowany Billem Clintonem i bierze udział w
jego pierwszej kampanii prezydenckiej. Przez cały film przebija się polityka,
ale w sposób delikatny i uroczy. Jest kolejnym elementem puzzli, z których
składa się „Na pewno, być może”.
Standardowo – jak na dobre lub bardzo dobre komedie
romantyczne – trzeba pochwalić klimat filmu. Jest oczywiście pozytywny.
Powiedziałbym, że także rodzinny, bo przecież Will opowiada swoją historię
córce i odbywa to się w atmosferze jak najbardziej rodzinnej (a rodzina jest
tak modna obecnie). Przesłanie „Na pewno, być może” też jest jak najbardziej
pozytywne. Czy rodzinne to już nie wiem, ale to nie jest istotne. Film
pokazuje, że nie warto się załamywać, lecz należy dążyć do swoich celów, a przy
okazji można zyskać coś, czego się nie spodziewamy. To nic specjalnie
odkrywczego, ale „Na pewno, być może” to nie jest jakaś nowatorska powieść
filozoficzna, lecz komedia romantyczna i nie jest jej rolą przekazywanie jakiś
nowych teorii filozoficznych.
Z pewnością (w przypadku „Na pewno, być może”
należałoby powiedzieć – na pewno) warto wybrać się do kina na nowy film Adama
Brooksa. Przeczytaliście powyższą recenzję i pewnie nadal nie jesteście
przekonani? Cóż, wszyscy lubimy takie historie z happy endem, a jak ktoś nie
lubi to może się pośmiać i tak. Nie zaszkodzi. NA PEWNO warto iść do kina, nie
BYĆ MOŻE, ale na pewno.