„Meduzy“
(reż. Etgar Keret i Shira Geffen) to jedna z najnowszych izraelskich produkcji
i jednocześnie jeden z najciekawszych filmów tego roku.
Para debiutujących reżyserów
znanych dotąd ze swych literackich dokonań zrobiła dzieło lekkie i zarazem
ciężkie, w odbiorze. Film skonstruowany jest z kilku niepowiązanych ze sobą
historii rozgrywających się we współczesnym Tel Awiwie, a ich motywem
przewodnim jest ludzka samotność. Wysmakowane kadry przesycone morskim błękitem
i spokojny klimat filmu sprawiają, że na pierwszy rzut oka wydaje się niewinny
i sympatyczny. Jednak jego głębia przekazu i wymowa sprawiają, że dostrzegamy
drzemiącą w nim rozpacz i tęsknotę. Niektórzy mogliby powiedzieć, że jest to
film przeintelektualizowany, lecz nic bardziej mylnego. Charakteryzuje go
raczej wnikliwość obserwacji ludzkich uczuć i gorzkie poczucie humoru. Cała
akcja filmu rozgrywa się w Tel Awiwie, który jawi się jako uśpione, spokojne
miasto na końcu świata. Takie przedstawienie tej bądź co bądź dużej metropolii,
potęguje wrażenie uśpienia i stagnacji. Jednak w tej ciszy słychać niemy i
donośny krzyk ludzi żebrzących o ostatnie ochłapy miłości. Warto również dodać,
że miejsce akcji w tym filmie nie jest przypadkowe. Para reżyserów podkreśla,
że morze ( Tel Awiw znajduje się nad morzem) jest dla Izraelczyków miejscem
ucieczki, pocieszenia i ratunku przed izraelską rzeczywistością- gęstą
naładowaną przemocą, wzajemnymi podejrzeniami i ideologiczną nietolerancją. Generalnie
akcja filmu rozgrywa się w rzeczywistości, która raczej przeciętnemu
Europejczykowi nie kojarzy się z Izraelem. Mamy do czynienia ze spokojnym,
wcale nie tętniącym życiem miasteczkiem, które wygląda jak opustoszały
nadmorski kurort. Ale to wszystko jest tylko tłem dla akcji filmu.
O czym jest właściwie ten film?
Jak już wspominałem „Meduzy” składają się z paru krótkich historii, z których
każda ma swoich, innych bohaterów. Innych, a zarazem podobnych, gdyż każdy z
nich dąży do tego samego celu. Wszyscy starają się odnaleźć swoje miejsce na Ziemi,
dzięki któremu mogliby wyrazić swoje potrzeby i uczucia. Muszą zmierzyć się z
przytłaczającą rzeczywistości i ponurymi wspomnieniami z przeszłości. Tak na
przykład młoda kelnerka Batya nie potrafi poradzić sobie z życiem osobistym,
czego przyczyną jest fakt, że w dzieciństwie nie zaznała rodzicielskiej
miłości. Jednak w rozliczeniu się z przeszłością pomorze jej tajemnicza mała
dziewczynka spotkana na plaży. Emigrantka z Filipin Joy przypadkiem doprowadza
do pojednania staruszki i jej zbuntowanej córki. Piękna, świeżo upieczona
mężatka Karen i jej mąż w trakcie swojego miodowego miesiąca doświadczają wielu
niecodziennych wrażeń, natury egzystencjonalnej oczywiście. Jednak odwołując się
znów do słów autorów „Meduz” - bohaterowie żyją w złudzeniu, że maja wpływ
na kształt swojego losu. W rzeczywistości jednak, nie maja zupełnie kontroli
nad własnym życiem i błądzą jak meduzy, miotani tu i tam przez tajemnicze,
głębinowe prądy, które mają swój początek w traumatycznych, a jednocześnie
stereotypowych doświadczeniach ich głębokiej przeszłości. W końcu niektórym z
nich uda się pokonać siły, które do tej pory determinowały ich życie.
„Meduzy” to film zdecydowanie godny
polecenia. Jego nietypowe zakończenie nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to
jaka jest wymowa tego filmu - pozytywna czy negatywna? Jednakże jest to film
zarówno dla pesymistów jak i optymistów.
DODAŁ: staly czytelnik , DNIA: 25.04.2008, 14:11:43 moge miec prosbe? moge? BLAGAM WAS - NIE PISZCIE JUZ I NIE NAGRYWAJCIE (!!) RECENZJI FILMOW! TO JEST KOSZMARNE! PELNA AMATORKA! NIE ROBCIE TEGO WIECEJ! (dobra rada od stalego czytelnika)