Jeden z najpopularniejszych
superbohaterów Marvel Studios - Iron Man - doczekał się debitu na wielkim ekranie.
Realizacją projektu zajął się Jon Favreau, twórca filmów „Elf” i „Zathura:
Kosmiczna przygoda”. Należy przyznać, że wybór reżysera był całkiem trafny,
gdyż Favreau podchodzi do projektu z odpowiednim dystansem, bezbłędnie
wyczuwając klimat komiksowo-fantastyczny, a dzięki temu udaje się nadać filmowi
odpowiednią dynamikę i charakter.
W rolę głównego bohatera – Tony’ego
Starka – wcielił się Robert Downey Jr., który odegrał swoją rolę wręcz
znakomicie. Moim zdaniem, on również podszedł do tego z odpowiednim dystansem,
a w trakcie realizacji projektu świetnie się bawił. Jednocześnie nadał głównemu
bohaterowi charyzmatyczny, bezkompromisowy charakter, kogoś kogo od razu
zaczyna się lubić. Wraz z nim na ekranie zobaczymy Terrence`a Howarda jako
przyjaciela Starka, Gwyneth Paltrow - jego wierną asystentkę - oraz Jeffa
Bridgesa . Każde z nich pokazuje kawałek bardzo solidnego aktorstwa, a to
odbija się bardzo korzystnie na całej produkcji. Warto dodać, że wymienieni
aktorzy byli już w swojej karierze nominowani do Oscara. Świadczy to o tym, jak
dobrą ekipę udało się Favreau zebrać.
Film opowiada o Tony’m Starku,
genialnym wynalazcy broni, który odziedziczył po swoim ojcu ogromną korporację,
Stał się miliarderem i jedną z najbardziej znanych osób w Stanach. Jego tryb
życia jest godny pozazdroszczenia, nieustannie upiją się na wszelkich galach i
bankietach, zalicza dziewczyny z okładek „Maxima”, ciągle bawi się swoim
życiem. Wszystko ulega zmianie, kiedy po prezentacji jednego ze swoich
wynalazków – rakiety ziemia-ziema nowej generacji - wpada w zasadzkę lokalnych
terrorystów i trafia do niewoli. Zostaje mu postawione ultimatum, ma zbudować nową
rakietę i wtedy odzyska wolność, jeśli tego nie zrobi zginie. Tony dość trafnie
ocenił swoje szanse na walność, dlatego w warsztacie jaki mu oddano do
dyspozycji postanowił stworzyć zbroję, dzięki której będzie w stanie uciec. Porwanie
i jego następstwa coś w nim zmieniają, zaczyna zdawać sobie sprawę, jak wielką
krzywdę niewinnym ludziom może wyrządzać broń produkowana w jego zakładach. Postanawia
coś zmienić, ale zmiany nie wszystkim się podobają…
Akcja filmu przez właściwie cały
czas utrzymuje się na odpowiednim szybkim poziomie, trzyma w napięciu i
dostarcza rozrywki. Amerykańskie superprodukcje w ostatnim czasie przyzwyczaiły
nas do efektów specjalnych na najwyższym poziomie, oczywiście „Iron Man” pod
tym względem również trzyma poziom, a być może nawet nieco go przewyższa.
Największym zaskoczeniem w filmie są dialogi, które zazwyczaj stanowią przykry obowiązek
w filmach tego typu. W tym wypadku jednak są one naprawdę dobre, żartobliwe
przerywają sceny akcji idealnie komponując się w filmie i nadając mu lekki
klimat. Wszystko uzupełnia bardzo starannie dobrana muzyka, z utworem Blach
Sabbath „Iron Man” na czele.
Nie obyło się jednak bez pewnych
wad i niedociągnięć. Film jest nieco zbyt długi, chociaż gdyby dość nudne
ujęcia w jaskini zamienić na sceny akcji pewnie nie dałoby się tego tak odczuć.
Dużym rozczarowaniem dla mnie była finałowa walka, która po prostu rozegrała
się i wiele więcej o niej powiedzieć nie można. W porównaniu do całego filmu
była dwie klasy niżej. Należy również uprzedzić osoby, zrażone do filmów typowo
amerykańskich, aby tej pozycji do obowiązkowych pokazów nie zaliczały.
Moja ocena filmu jest
zdecydowanie pozytywna. Uważam, że jest to druga najlepsza – po „Batmanie”
-produkcja oparta na postaciach z
komiksów Marvela. Aby w pełni delektować się rozrywką należy wziąć przykład z
reżysera i aktorów i zachować odpowiedni dystans do tego filmu. Nie należy
oczekiwać, że „Iron Man” to film robiony „na serio”. Jest to nieskomplikowana
rozrywka opiewająca w niezłą dawkę humoru, którą każdy fan filmów
komiksowo-fantastycznych musi znać.