W ostatni piątek swoją kinową premierę w Polsce miał nowy
film braci Wachowskich – „Speed Racer”. Jest to opowieść o losach młodego
kierowcy rajdowego Speeda Racera (w tej roli Emile Hirsch), który od
dzieciństwa jest zafascynowany sportami motorowymi. Jego rodzina – nomem omem
Racerowie – pracuje w rajdowym światku, a jego brat – Rex (Scott Porter) –
zginął na rajdowym torze w tajemniczych okolicznościach. Fabuła filmu kręci się
jednak wokół kariery Speeda, który popada w spore tarapaty. Ich przyczyną jest
konflikt z niejakim Royaltonem (Roger Allam), potentatem w branży, który w
nieuczciwy sposób próbuje wpływać na wyniki wyścigów. Speed wraz z rodziną,
dziewczyną (urocza Christina Ricci) i przyjaciółmi postanawia rzucić wyzwanie
korporacyjnemu gigantowi. Czy uda mu się pokonać Royaltona? Tego Wam nie
zdradzę. Jeśli ktoś wybierze się do kina to się dowie, a jeśli ktoś się nie
wybierze to niewiele straci.
Andy i Larry Wachowscy zasłynęli jednym filmem – „Matrixem”.
Udała im się jego jedna część, a dwie kolejne były już tylko marną próbą
stworzenia czegoś na kształt nowych „Gwiezdnych Wojen”. Oczywiście nie mam zamiaru
umniejszać zasług Wachowskich i tego co pierwszym „Matrixem” wnieśli do
kinematografii, ale „Speed Racer” to ich kolejny film, w którym forma przerasta
treść. Tak samo było w „Matrixie: Reaktywacji” i „Matrixie: Rewolucji”. Jest
tylko pewna różnica, która przemawia na korzyść „Speed Racera” – jest to film
dla dzieci, a więc dopuszczalna jest w nim pewna infantylność, prostota i ekwilibrystyczny
styl realizacji filmu.
„Speed Racer” przypomina trochę grę komputerową. Aktorzy są
tutaj pewnego rodzaju tłem. Wyglądają jakby zostali wklejeni komputerowo. Z
dodatkiem polskiego dubbingu wygląda to mało naturalnie, ale myślę, że
niektórym widzom – szczególnie najmłodszym – taka stylistyka przypadnie do
gustu. Szczególnie, że tematyka filmu świetnie wpasowuje się w polską
rzeczywistość – nigdy bowiem sporty motorowe nie były u nas tak popularne jak
dziś. Młodzi widzowie uderzą więc do kin na film, który nawiązuje do Formuły 1.
Każdy z nas przecież kibicuje dziś Robertowi Kubicy, a dzieci przeżywają jego
występy najbardziej emocjonalnie i spodoba im się film wyścigowy.
Jeśli więc, drogi Czytelniku, masz mniej niż dwanaście
lat albo masz młodsze rodzeństwo, albo własne dzieci to śmiało możesz wybrać
się do kina na „Speed Racera”. Jeśli jednak liczysz na film, który spodoba się
także Tobie, jako widzowi dorosłemu, to możesz się przeliczyć. Nie jest to
masakra, ale nie jest to też coś, co powala. Decyzja należy do Ciebie.