|
Mit o Polakach pracujących na najniższych stanowiskach w
Wielkiej Brytanii już dawno został obalony. Nasi rodacy nie tylko pną się po
szczeblach kariery w dużych korporacjach, ale coraz więcej z nich zakłada
własne firmy. Rozwijając się, tworzą silną konkurencję dla wyspiarskich,
drogich usług. Najlepszym przykładem jest Rafał Boczoń, twórca jednej z
polskich firm taksówkarskich w Londynie, który zgodził się opowiedzieć o
początkach swojego biznesu, który nazwał PolishMiniCabs.
- Kiedy wyemigrował
Pan do Wielkiej Brytanii?
- Do wielkiej Brytanii wyjechałem 3 lata temu, 29 marca, w dzień
moich urodzin.
- Skąd pomysł na
założenie firmy taksówkarskiej?
- Razem z moim przyjacielem, Robertem, z którym znaliśmy się jeszcze na długo
przed moim wyjazdem, myśleliśmy już od jakiegoś czasu o założeniu wspólnej
firmy. Z racji mojego wykształcenia (informatyka), z początku chciałem założyć
kawiarenkę internetową, ale po przemyśleniu zrezygnowałem z tych planów.
Ponieważ Robert pracował wówczas jako kierowca firmy taksówkarskiej,
postanowiliśmy rozważyć pomysł rozpoczęcia właśnie takiej działalności
gospodarczej.
- Jak szybko
zrealizował Pan swój pomysł?
- Od podjęcia decyzji o założeniu firmy aż do pierwszego
dnia działalności minęło pół roku. Tyle zajęło nam rozpoznanie rynku, zdobycie
odpowiednich licencji, jak również przygotowanie strony internetowej
(www.PolishMiniCabs.co.uk). Z początkiem tego roku wystartowaliśmy. Pierwsze
miesiące są zawsze trudne, ale rozwijamy się i zdobywamy coraz to nowych
klientów.
- Ilu kierowców
PolishMiniCabs jeździ po Londynie?
- Nasz skład liczy sobie kilkanaście osób.
- Czy w firmie pracują
wyłącznie Polacy?
- Wszyscy nasi kierowcy są Polakami. Z racji nazwy jaką przyjęliśmy
(Polish MiniCabs) i z racji faktu, że jesteśmy zorientowani na klientów - Polaków.
Rzeczywistość jednak pokazuje, że osoby korzystające z naszych usług to zbiór
narodowości.
- O czym nie wolno
zapomnieć przy zakładaniu firmy taksówkarskiej?
- Wszyscy kierowcy muszą posiadać stosowne licencje, które
są tutaj wymogiem. Dzięki nim mamy pewność, że współpracujemy z osobami nie
karanymi, które zdały test topograficzny, a ich samochody spełniają odpowiednie
standardy. Wszystkie taksówki są też ubezpieczone, co chroni mienie naszych
pasażerów.
- Na ile konkurencyjne
jest Polish MiniCabs w stosunku do innych firm
taksówkarskich?
- Firm tego typu w Londynie jest dużo, więc konkurencja jest
dość potężna. Jest wiele firm, które posiadają własne samochody i zatrudniają
setki kierowców, ale ich wadą jest wysoka cena. Lokalne taksówki, prowadzone najczęściej
przez rodziny hinduskie czy pakistańskie nie mają wysokich standardów, ale są tańsze.
My zaś staramy się cenowo dorównywać lokalnym firmom, ale pod względem jakości
mamy zamiar znaleźć się w jednym szeregu z tymi największymi.
- W jaki sposób chce Pan
to osiągnąć?
- W Anglii Polak kojarzy się z ciężko pracującą,
odpowiedzialną osobą. Chcemy, aby właśnie tak patrzyli na nas klienci. Punktualność,
zadbany samochód oraz dobra znajomość Londynu to nasze najważniejsze atuty, które
możemy zagwarantować. Dodatkową zachętą dla rodzimych klientów jest to, ze
wszyscy nasi kierowcy mówią po polsku.
- Jak duży jest obszar
działania firmy? Czy jest to wyłącznie Londyn?
- Na ten moment obsługujemy transport z i na lotniska.
Londyn jest naprawdę bardzo duży i obsługa lokalnych kursów to wyzwanie na przyszłość.
Oczywiście zdarza się wykonać kurs do innego miasta, ale skupiamy się teraz głownie
na transporcie w mieście.
- Czy usługi firmy to
jedynie przewóz osób, czy również towarów?
- Uważam, że najlepiej specjalizować się w jednej dziedzinie.
Przewozimy więc wyłącznie ludzi a towary zostawiamy firmom transportowym.
- Jakie są perspektywy
przyszłościowe Polish MiniCabs?
- Tak jak już powiedziałem, mamy zamiar zwiększyć udział w rynku
zajmującym się transportem na lotniska. W przyszłości chcielibyśmy obsługiwać
kursy lokalne, ale to naprawdę duże wyzwanie zważywszy na rozmiary Londynu.
- Jakich rad
udzieliłby Pan rodakom chcącym również rozwinąć swój własny biznes na Wyspach?
- Myślę, ze ludzie dzielą się na tych, którzy chcą pracować
dla innych i tych, którzy wolą otworzyć własną działalność. Ja należę do tej
drugiej grupy. Ci wszyscy, którzy klasyfikują swoją osobę tam, gdzie ja,
wiedzą, że wiąże się to z ryzykiem i ciężką pracą, ale niesie za sobą wolność
wyboru i pełną odpowiedzialność za swoje czyny. Jest to bardzo ciekawe przeżycie
zwłaszcza, że jesteśmy w obcym kraju. Jednak założenie działalności w Wielkiej
Brytanii jest o wiele prostsze niż w Polsce. Można też znacznie więcej zarobić
niż w kraju, ale również droga do pieniędzy jest inna niż u nas, głównie ze
względu na inny rodzaj gospodarki i odmienną mentalność społeczeństwa. Trzeba
więc zdawać sobie sprawę z tych różnic i nauczyć się wykorzystywać je przy
prowadzeniu biznesu. Wystarczą trzy elementy: chęć, odwaga i umiejętność
szybkiej aklimatyzacji w obcym państwie.
Jak widać, Polacy za granicą radzą sobie coraz lepiej. Są
bardziej pewni siebie, przez co udaje im się więcej osiągnąć. Ważne jest, aby
znać swoją wartość i nie pozwolić na zadowolenie się niezbędnym minimum, jakie
początkowo proponują Anglicy nowoprzybyłym imigrantom. Gdy postawione przez nas
warunki nie zostaną spełnione przez pracodawcę, warto pójść przykładem Rafała
Boczonia i założyć własną firmę. Wszystko zaś po to, by być niezależnym i
pracować za godziwe pieniądze. Jak mówi znana pieśń: Polak nie sługa, nie zna,
co to pany!
Źródło:
www.rogalinski.bloog.pl
|