„Kung Fu Panda” to kolejna produkcja dla dzieci, której
adresatem są także rodzice. Nowy film wytwórni DreamWorks Animation
(najbardziej znanej ze stworzenia „Shreka”) jest jednak niezbyt udaną próbą
zrobienia filmu dla dzieci i ich rodziców. Nie dość, że nie umywa się do
„Shreka” to jeszcze przegrywa walkę z innymi produkcjami w tym gatunku, bo w
ostatnich latach widziałem jeszcze sporo lepszych filmów w tym stylu.
Standardowo pochylmy się chwilę nad fabułą filmu. Naszym
bohaterem jest grubiutka panda o imieniu Po, której sennym marzeniem jest bycie
wojownikiem kung-fu. Niestety Po jest postacią, której życiową misją jest pracy
w rodzinnej restauracji. Jak to bywa w tego typu produkcjach któregoś pięknego
dnia w zupełnie przypadkowy sposób w życiu głównego bohatera dokonuje się
nieoczekiwany zwrot (nazywany także przełomem) i właśnie w jego wyniku Po
zostaje wojownikiem w najlepszej szkole kung-fu na świecie. Nie jest jednak
zwykłym uczniem – jest wybrańcem, który ma wybawić chiński lud od zbuntowanego
fightera kung-fu o imieniu Tai Lung. Naturalnie poza swoimi fizycznymi
problemami Po musi się też zmierzyć ze swoją psychika i kolegami ze szkoły
sztuk walki, którym wcale nie jest w smak to, że gruba panda stała się głównym
bohaterem świata kung-fu. Właśnie wokół walki Po z przeciwnościami losu i
doskonaleniem się w technikach kung-fu toczy się fabuła „Kung Fu Pandy”.
A jak można ocenić ten film? Z punktu widzenia młodego widza
z pewnością jest to kolejna ciekawa animacja, która opowiada o losach kolejnego
upersonifikowanego zwierzęcego bohatera przezwyciężającego kolejne problemy.
Kolory są ładne, akcja wartka, a do tego trochę tajemnicza i klimatyczna – dla
młodego widza to już całkiem sporo. Przesłanie też mądre, ale jednak to nie
jest film, który zostanie zapamiętany czy będzie się go puszczać dzieciom za
kilka czy kilkanaście lat jako jeden z tych mądrych aminowanych, jak „Król lew”
czy „Pocahontas”. „Kung Fu Panda” jest zbyt infantylna by zapaść w pamięć
rodzicom, a więc nie będą oni jej specjalnie lansować. Chociaż momentami film
bawi i starszego widza. Ale przez większość czasu bardziej dorosły niż
kilkuletni widz odczuwa bijącą z ekranu infantylność. I to jest główna wada
„Kung Fu Pandy”. Poza infantylnością można się też przyczepić do kilku innych
rzeczy. Dialogi mogłyby być lepsze, ale i tak jak na film z polskim dubbingiem
jest nieźle. Muzyka wpada w ucho. Naturalnie zastosowano tutaj schemat bardzo
popularny w ostatnich latach – stworzono muzykę na potrzeby filmu i dołączono
do niej kilka znanych utworów (tutaj „Everybody was kung-fu fighting”).
Na koniec dobrej recenzji powinno się przekazać
czytelnikowi jakąś prawdę, coś czym mógłby zasugerować się idąc bądź nie idąc
do kina. Czy w sprawie „Kung Fu Pandy” można coś takiego przedstawić? Nie wiem.
Czy można zachęcić bądź nie do pójścia do kina? To już na pewno. Drogi
Czytelniku, jeśli posiadasz dziecko bądź bardzo młode rodzeństwo to uderz do
kina, ale jeśli Twoja sytuacja jest inna to lepiej zostań w domu.