Mloda RP
Startuj z nami ustaw jako startową Dodaj do Ulubionych dodaj do ulubionych Kontakt kontakt
zamów reklamę na MłodejRP   
 Batman na miarę naszych możliwości

Nie mógłbyś dzisiaj w nocy zasnąć
Gdybyś dał zabić się wieczorem

Franek Kimono, „Kuloodporna kamizelka”

Jeden z najbardziej oczekiwanych filmów roku, a może nawet najbardziej oczekiwany, pojawia się w naszych kinach. W USA „Mroczny rycerz”, bo oczywiście o nowym filmie Christophera Nolana będziemy dziś pisać, stał się najbardziej kasowym hitem otwarcia wszechczasów (w pierwszy weekend wyświetlania w kinach zarobił prawie 160 milionów dolarów). Amerykanie kupili go więc w ciemno, a czy film ma szansę na sukces również nad Wisłą?

Mówi się, że gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie, ale akurat w sprawie „Mrocznego rycerza” spora część krytyków jest zgodna – to bardzo udana produkcja. Moja opinia? Będzie odrobinę ambiwalentna i zachowam ją na razie dla siebie, ale tylko do ostatniego akapitu. Najpierw muszę zaznaczyć, że obawiałem się dramatycznego poziomu infantylności rodem ze „Spider-Mana” i myślałem, że film będzie można co najwyżej obśmiać, ale te wątpliwości zostały w znacznej mierze rozwiane po kinowej lekturze. Postaram się pominąć typowo techniczne aspekty „Mrocznego rycerza”, bo jak można się spodziewać film został zrealizowany – pod tym względem – prawie idealnie. Mając budżet na poziomie 150 milionów dolarów trudno by było coś schrzanić. Efekty specjalne, zdjęcia, muzyka (choć czasem może trochę zbyt przygnębiająca i monotonna), charakteryzacja (szczególnie Jokera) i inne aspekty filmowej kuchni są w „Mrocznym rycerzu” dopracowane, a więc nie ma co tracić czasu i atłasu na czepianie się ich. Byłbym naiwny twierdząc, że takowi krytykanci się w ogóle nie pojawią, ale ja nie mam zamiaru grać z nimi w jednej drużynie. Z typowo filmowych aspektów nowego filmu o Batmanie poświęcę kilka chwil jedynie grze aktorskiej.

Jeśli zaś mowa o grze aktorskiej i „Mrocznym rycerzu” to na najwyższy stopień podium wysuwa się zdecydowanie jeden człowiek – Heath Ledger i jego ostatnia rola przed wybraniem się na tamten świat. Trzymając się terminologii sportowej i błyszcząc znajomością mądrych terminów – standing ovation dla tego pana. Po obejrzeniu „Mrocznego rycerza” zdecydowanie stwierdzam, że kino poniosło dużą stratę z powodu śmierci Ledgera. Gdy serwisy informacyjne przynosiły w styczniu wiadomość o śmierci aktora, którego większość widzów pamięta pewnie z „Tajemnicy Brokeback Mountain” zrobiło mi się go szkoda, ale nie byłem wtedy jego fanem. Po tym co wyprawiał w roli Jokera mogę z miejsca zapisać się do grona wielbicieli Ledgera. Nie ma nawet co pisać – Ledger stworzył jedną z bardziej charyzmatycznych i przerażających kreacji zła jakie widziałem. Jego Jokera nie można porównać do tego granego przez Jacka Nicholsona w „Batmanie” Tima Burtona. Poziom aktorstwa podobny, ale Joker Ledgera to inny poziom jeśli chodzi o wzbudzanie u widza strachu i przerażenia. Coś jak Anthony Hopkins w „Milczeniu owiec”. Czapki z głów i praktycznie możemy już zakończyć pisanie o grze aktorskiej w „Mrocznym rycerzu”. Warto przez grzeczność wspomnieć o odtwórcy roli Batmana – Christianie Bale’u – który zagrał poprawnie, ale na tle Ledgera totalnie bezbarwnie. Świetnie spisały się gwiazdy w stylu francuskich win – im starsze, tym lepsze – czyli: Michael Caine, Morgan Freeman i Gary Oldman. Brawa dla Aarona Eckharta za rolę Harvey’a Denta, prokuratora-walczaka, który przechodzi na ciemną stronę. Nie byłbym sobą gdybym nie pochwalił też Maggie Gyllenhaal, czyli odtwórczyni głównej roli żeńskiej. Aktorka obdarzona intrygującą urodą (najbardziej intryguje mnie w niej to, że raz mi się podoba, innym razem wcale, ciekawe) i błyskiem w oczach zaprezentowała się bardzo dobrze, ale niestety (co najmniej cieszy męską część publiczności) została przygnieciona przez genialną kreację Ledgera. Zresztą jak cały film. A może takie było założenie?

Jeśli uznamy, że „Mroczny rycerz” to Batman na miarę naszych możliwości to jest to równoznaczne z tym, że jest to Batman na miarę naszych czasów. Musimy jeszcze wziąć pod uwagę to, że ten film zrobiono w Hollywood, a więc jego głównymi odbiorcami są Amerykanie i to Amerykanie go stworzyli. To nie bez znaczenia. Twórcy założyli sobie, że na pierwszy plan wysuną w „Mrocznym rycerzu” Jokera i pokażą, że od Batmana różni go wcale nie tak wiele. Poza tym pokażą też Jokera jako to, czego najbardziej się obawiają. Joker to uosobienie zła niezrozumiałego. To nie jest zwyczajny terrorysta działający dla pieniędzy czy mafioso walczący z konkurencyjnym gangiem. Joker działa dla samego czynienia zła, siania spustoszenia i anarchizacji świata. Podkreśla to wielokrotnie na ekranie. Jego celem jest wywołanie chaosu. Idealnie ucieleśnia wszystkie obawy społeczeństwa amerykańskiego – niepewność (chyba jeszcze tą związaną z początkiem nowego wieku), strach, lęk przed terroryzmem, kryzysem gospodarczym i katastrofami wszelkiego rodzaju. A najciekawsze jest to, że w „Mrocznym rycerzu” Joker odnosi wiele sukcesów w swoich działaniach, a jego portret psychologiczny staje się – wraz z upływem kolejnych minut filmu – coraz bardziej podobny do portretu Batmana. Walka z totalnym złem sprawia także, że nawet ci najbardziej zaangażowani po stronie dobra zaczynają mieć wątpliwości, błądzą. Dobro i zło mieszają się. Wszystkie staje się coraz bardziej relatywne. Natomiast główny bohater momentami wydaje się nie występować w hollywoodzkiej superprodukcji, lecz w antycznej tragedii, bo na ekranie przechodzi katharsis, a sytuacje bez wyjścia są dla niego codziennością. Na tyle opisu przypadku, a teraz jakieś wnioski.

Amerykańskie społeczeństwo w początkach XXI wieku przechodzi kryzys (mądre sformułowanie rodem z rozprawy socjologicznej), którego dawno nie widziano. Szok związany z zamachami 11 września 2001 roku jeszcze nie minął. Wojna z terroryzmem wykańcza morale, a do tego wszystkiego dochodzi największy od lat kryzys gospodarczy. Czas na zmianę (spokojnie, nie agituję za Barrackiem Obamą i jego „change”, McCaina zresztą też nie promuję). Zobaczymy czy zmiany nastąpią, ale na razie „Mroczny rycerz” swoim klimatem i wymową świetnie wpasował się w nastroje Amerykanów. Świadczy o tym choćby to, jak walą oni do kin na film Nolana. Jedni pewnie interpretują go jako antybushowski, bo pokazuje, że nawet ci najtwardsi obrońcy dobra (przynajmniej w słowach) błądzą i że nie należy stosować zbyt ostrych metod walki zawsze i wszędzie. Inni stwierdzą, że wręcz przeciwnie - film jest prorepublikański, bo pokazuje że w sytuacjach ostatecznych sprawdzają się twardzi przywódcy (pozdrawiam Batmana, komisarza Gordona czy prokuratora Denta) i jeszcze twardsze metody. Oczywiście kolejna interpretacja to sugerowana przeze mnie próba zaprezentowania sytuacji amerykańskiego społeczeństwa w stanie lęku, frustracji i niepewności. Żeby nie było, iż „Mroczny rycerz” to film, który oglądać ze zrozumieniem mogą jedynie mieszkańcy USA pragnę dodać, że można go rozumieć szerzej. Klimat niepewności i lęku przed chaosem, który znakomicie oddaje film jest dostrzegalny także w innych krajach niż USA. Choćby w Polsce. Wprawdzie w gospodarce mamy sytuację odwrotną od amerykańskiej, a terroryści nie są naszym koszmarem dnia powszedniego to polskie społeczeństwo również przeżywa rozmaite dolegliwości. Taki jest trend. Oczywiście jest jeszcze jedna interpretacja nowego Batmana, ta najbardziej ogólna – dobro, mimo wszystko, zwycięża. A teraz spróbujmy pokusić się o polityczną interpretację film, ale po polsku. Harvey Dent (prokurator grany przez Eckharta) w wielu swoich wypowiedziach i działaniach przypomina polityków partii, która ma na sztandarach walkę z korupcją i przestępczością, ale przegrała ostatnie wybory. Dla ubarwienia sprawy Dent również bawi się w politykę. Jego wypowiedzi na ekranie mogłyby stanowić fragmenty przemówień polityków Prawa i Sprawiedliwości. Taka diagnoza, a teraz interpretacja. Najpierw na modłę zwolenników PiSu – twardzi, nieustępliwi, zawsze służący ludziom i sprawie wygrywają stosując różne, nawet nie do końca moralne, metody. Tak działa przecież Batman. Interpretacja na modłę antyPiS – typowy PiSuar to filmowy Harvey Dent, bo jest oszołomem i w końcu stacza się służąc złu. Batman zaś sam nakręca spiralę przemocy i niewiele różni go od Jokera, który pewnym fanom PO może przypominać Jarosława albo Lecha Kaczyńskiego. Żeby było sprawiedliwie muszę też znaleźć jakieś miejsce dla Donalda Tuska, by nikt nie posądził mnie tu o stronniczość. Myślę, że zwolennicy PiSu będą usatysfakcjonowani jak hasło zamieszczone na plakacie „Mrocznego rycerza” – „Witamy w świecie bez zasad” – zmieni hasło Tuska z kampanii prezydenckiej 2005 – „Człowiek z zasadami”. Poza tym Tusk może być też Harvey’em Dentem, bo według Jarosława Kaczyńskiego ukrywa przecież swoje „wilcze zęby”, a Dent to przecież człowiek o dwóch twarzach. Słyszałem gdzieś, że dziś trzeba wtryniać konflikt PiSu z Platformą Obywatelską do każdego tematu, a więc i recenzja filmu o Batmanie jest na to dobrym miejscem, nie? Możnaby jeszcze zapytać czy „Mroczny rycerz” jest solidarny, a może liberalny.

Nie ma to chyba jednak większego znaczenia. „Mroczny rycerz” jest z pewnością bardzo dobrym kawałkiem kina. Mamy tutaj widowiskową akcję, dobra fabułę, świetny klimat, znakomitego Jokera, dobrą grę pozostałych aktorów, a także przesłanie i wątek społeczno-filozoficzny. Brzmi to trochę zabawnie jeśli tak poważnie pisze się o filmie na podstawie komiksu, ale chyba  w przypadku tej ekranizacji można się pokusić o takie górnolotne stwierdzenia. Jest to chyba jedna z najlepszych prób przeniesienia komiksu na duży ekran. Trzeba spojrzeć na nią z pewnym takim dystansem i przymrużeniem oka, a wtedy może nas zauroczyć. Każdy lubi czasem takie bajki, nawet odrobinę na poważnie.

Film w polskich kinach od 8 sierpnia.



1  || Strona do wydruku || Powrót


 Informacje o artykule

Mroczny rycerz
Autor: Marcin Żukowski
Dodano: 07.08.2008
Czytań: 188

 Dodaj swój komentarz








Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

   Komentarze

DODAŁ: nick , DNIA: 01.12.2008, 13:11:26
GnWqzY
 
Mloda RP Kontakt Redakcja Reklama Wydawca
projektowanie stron www             
- - - -