|
Udając się do kina Muranów zawsze spodziewam się filmu
dobrego lub chociaż porządnie zabawnego. Mam nadzieję, że taki zaspokoi moje trochę
wyższe instynkty. Tym razem jest to film Kasi Adamik, córki Agnieszki Holland,
dobrze zapowiadająca się młodej reżyserki. To tym bardziej wyostrza moje
oczekiwania.
„Boisko bezdomnych” to film opowiadający o grupie
bezdomnych, którzy postanawiają stworzyć drużynę piłki nożnej, by dostać się do
mistrzostw świata zorganizowanych specjalnie dla ludzi bez dachu nad głową. Tak
się składa że Jacek Mróz, jeden z współmieszkańców warszawskiego Dworca
Centralnego był piłkarzem, którego kariera urwała się wiele lat temu przez
kontuzję. Poznajemy losy głównego bohatera filmu, Jacka Mroza (Marcin Dorociński),
który z powodu porażki w trenerskiej karierze zaczyna pić i jest niechętnie
widziany w swoim rodzinnym mieście. Poznaje grupę zwykłych bezdomnych, z
którymi dzieli troski, radości, sen, alkohol i oczywiście wspólne kopanie
puszki, która z czasem zamienia się w piłkę.
Na początku jest to dość ładna i obrazowa historia ludzi
wałęsających się po warszawskich noclegowniach, z czasem zaczynamy poznawać ich
sylwetki. Tu zaczynają się schody. Widać, że Kasia Adamik czerpała z amerykańskich
filmów rodzinnych o grupie nieudaczników, którzy zdobywają mistrzostwo w hokeju
bądź baseballu. Zazwyczaj takie produkcje to komedie, w których większość
drużyny to tło dla głównych bohaterów. W „Boisku” natomiast poza głównym
bohaterem mamy około 13 postaci drugoplanowych, całość ogranicza się do
zaledwie kilku scen w retrospekcji przeznaczonych na historię każdego z nich.
Niestety, ale najprościej w świecie nie da się zżyć z kilkunastoma postaciami w
ciągu zaledwie 126 minut. Nie da się w tym samym czasie zaprezentować ciekawej
historii, wzbudzić emocji i opowiedzieć o życiu bezdomnego.
Z drugiej strony sam pomysł filmu jest bardzo ciekawy.
Podoba mi się zaszczepiony na polskim gruncie pół-ambitny, pół-popkulturowy
film o „życiowych przegrańcach”, którzy poprzez własne chęci, pracę i pasję
wybijają się ze swojej tragedii. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo ładna
mieszanka uczuciowa. Należy pochwalić obraz Adamik za połączenia drobnych chwil
wzruszenia, współczucia i uśmiechu. Rzecz najważniejsza – film, mimo że zaczyna
się od ludzkiej tragedii ma bardzo pozytywny wydźwięk, człowiek wychodzi z kina
choć trochę podniesiony na duchu.
Z technicznego punktu widzenia film jest dobrze zrobiony,
przede wszystkim nienaganne aktorstwo w lekko eksperymentalnym składzie,
wychodzi bardzo obiecująco. Oczywiście jak w każdym polskim filmie od
pierwszych minut uderzają problemy z dźwiękiem, do których potem trochę się
przyzwyczajamy. Polskie filmy mają za to dużą zaletę w postaci kamery, podobnie
jest w „Boisku”. Na początku człowiek po mału oswaja się z trochę innym od
modelu zachodniego sposobem kręcenia, aż zaczyna się go bardzo lubić.
Uważam „Boisko bezdomnych” za ciekawostkę na rodzimej
scenie. Na pewno nie będzie to sukces kasowy ani pozycja kultowa. Nie można
tego filmu też nazwać specjalnie ambitnym, mimo kilku ku temu przesłanek. Oczywiście
polecam go wszystkim, którzy właśnie chcieliby pójść na amerykański
super-przebój. To jest dobra alternatywa.
|