|
Najnowsza część sagi o agencie MI6 zaskakuje. Kontynuacja „Casino
Royale” odchodzi od tradycji Bondów z Pierce’m Brosnanem czy Thimothy’m Daltonem.
Nie ma już scen z zabaweczkami Q. Przeciwnicy Bonda stali się bardziej osadzeni
w świecie rzeczywistym niż poprzedni owładnięci rządzą władzy oponenci najsłynniejszego
brytyjskiego szpiega.
James, w którego ponownie wciela się Daniel Craig, przypomina
nieco niepokornego 007 odgrywanego przez Thimothy Daltona w „Licencji na
zabijanie”. Sprawa, którą ma rozwiązać dotyczy go personalnie i znów buntuje
się przeciwko zawieszeniu przez przełożoną M (Judi Dench), kontynuując
działania. Przed Bondem staje zadanie rozpracowania organizacji, która była do
tej pory nieprzenikniona przez wywiad brytyjski. Sprawa jest o tyle
trudniejsza, że nawet najbliżsi współpracownicy szefowej Jamesa są jej
potencjalnymi członkami. Zaufanie staje się potężną bronią działającą na
niekorzyść MI6 i samego 007. Zdobyć je udaje się pięknej Camille (Olga
Kurylenko), która jak Bond poszukuje zemsty.
„Quantum of Solace” zawiera wiele odniesień w fabule do „Casino
Royale”. Osobista vendetta staje się jedną z pobudek do przeniknięcia na sam
szczyt organizacji. James nie otrząsnąwszy się po stracie, sukcesywnie mści
się zabijając kolejne osoby na swojej
drodze, co niepokoi M. Wątek uczuć Bonda jest dosyć rozbudowany, jak na
nieporuszonego i nie dającego po sobie niczego poznać agenta 007. Oczywiście
jeśli chodzi o aspekt akcji ta część nie odstaje od pozostałych filmów z serii,
a nawet staję się prekursorem kierunku. W niektórych momentach pościgu nie
wiadomo już, którego z biegnących widzimy na ekranie, bo ujęcia zmieniane są z
prędkością przyswajalną jedynie dla samego Bonda.
Muzyka doskonale pasuje do klimatu poszczególnych scen, co w
tym gatunku nie jest nowością. Ale polecam też samą ścieżkę dźwiękową. Szczególnie
dla wieloletnich fanów Bonda będzie to nowe odkrycie. Choćby „Another way to
die”, czyli utwór tytułowy, w wykonaniu Jacka White’a i Alicii Keys zasługuje
na uwagę.
Film polecam serdecznie wielbicielom 007, jak i tym
trochę mniej entuzjastycznym. Wyborowe kino akcji, estetyka doprowadzona do
perfekcji, klasa w każdym calu. „Quantum of Solace” jest również dowodem na to,
że historia Jamesa Bondaa wkracza na nowe tory. Historia zmienna i
nieśmiertelna. To już nie Bond. James Bond. To 007 w nowej odsłonie, który
poszukuje cząstki pocieszenia.
|