|
„Ojciec chrzestny 2” to najlepszy sequel w historii kina. Co do tego jest zgoda. Zgoda jest także co do tego, ze było to zasługą odtwórców głównych ról – Ala Pacino i Roberta De Niro. Dziś, 34 lata po tamtym filmie, obaj panowie znów spotkali się na planie. Co z tego wynikło?
„Zawodowcy” w reżyserii Jona Avneta. Thiller traktujący o dwóch podstarzałych policjantach (w rolach głównych naturalnie wspomniani wyżej Pacino i De Niro), którzy zmęczeni procedurami oraz przepisami prawa postanawiają wymierzać sprawiedliwość na swoją modłę. Czy uda im się rozwiązać zagadkę seryjnego mordercy, którego ofiarami są pedofile, handlarze narkotykami czy inni ludzie o mętnej reputacji? O tym właśnie opowiada film, a rozwiązanie tajemnicy kryje się bardzo blisko. Trochę jak ze skarbem u Coehlo. Czy „Zawodowcy” oferują nam coś więcej?
Niestety niewiele. To zastanawia, bo przecież po Alu Pacino i Robercie De Niro spodziewamy się zawsze bardzo dobrego kina. Obaj zagrali niby dobrze, ale to jednak nie to. Jest dobra mimika, zabawne gagi, trochę dramatyzmu, postacie niby są wykreowane w bardzo dobry sposób, ale to wszystko nie przekonuje w stu procentach. Cały film nie przekonuje zresztą nawet w znaczniej mniejszej ilości procent. Niby jest zaskakujące zakończenie, ale pointa i przesłanie filmu praktycznie nie istnieją. Film może i trzyma w napięciu, ale główny czarny charakter, którego gra raper 50 Cent, raczej bawi niż przeraża. Momentami film przypomina bardzo wysokiej klasy „Gorączkę” Michaela Manna, w której razem zagrali Pacino i De Niro, ale jest to podobieństwo wynikające chyba tylko z obecności na ekranie dwójki wybitnych aktorów. Właściwie jeśli warto iść na „Zawodowców” to tylko ze względu na dwóch wielkich hollywoodzkich gwiazdorów. Niby niezła w swojej roli jest Carla Gugino (gra policjantkę, z którą romans ma De Niro), ale nie jest to jakaś szczególnie godna uwagi kreacja. Czy więc tak kontrowersyjny i delikatny temat jak metody wymiaru sprawiedliwości i ich skuteczność został w „Zawodowcach” ujęty w odpowiedni sposób?
Moim zdaniem nie. Po pierwsze jest za płytko. Po drugie, nie ma jasnego przesłania, ale nie ma także czegoś, nad czym widz mógłby się głębiej zastanowić. Film ogląda się tak jakby już się go gdzieś wcześniej widziało. Plusy produkcji Avneta to De Niro i Pacino, a także zaskakujące zakończenie. Jest to jednak zdecydowanie za mało, by „Zawodowcy” stali się filmem ważnym i godnym uwagi. A szkoda, bo temat możnaby ująć w lepszy sposób.
|