|
Może się wydawać, że stosunki polsko-niemieckie nigdy nie były dobre. Od zamierzchłych czasów Polacy nie darzyli sympatią zarówno Niemców, jak i Rosjan. Walki pomiędzy oboma sąsiednimi narodami trwały niemalże nieustannie, począwszy od bitwy pod Cedynią, poprzez rozbiory RP, aż po słynne słowa ministra Becka tuż przed atakiem III Rzeszy: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę”. Dziś, gdy czasy wielkich wojen w Europie się skończyły, trwają nieustanne potyczki na słowa.
Aspekt historyczny
Gerard Schröder po skończonej kadencji kanclerza ocenił, iż stosunki polsko-niemieckie są „z pewnością najtrudniejsze i najbardziej wrażliwe”, w porównaniu do relacji z innymi sąsiadami Niemiec. I ciężko się z powyższą opinią nie zgodzić. W ciągu ostatnich kilku stuleci Polacy doznali z rąk swoich zachodnich sąsiadów krzywdy w postaci germanizacji, wysiedlania, torturowania, zbiorowych mordów i ciągłego ucisku na społeczeństwo . Sam Schröder przyznaje, że między narodami nie doszło jeszcze do pojednania. Tłumaczy też, że „Polska była zbyt często igraszką w rękach mocarstw, Niemiec i Rosji - podzielona, zniszczona, uciskana. Z tego powodu w Polsce panuje zrozumiała nieufność w stosunku do obu tych krajów i przesadna narodowa pewność siebie klasy politycznej” .
Polacy, którzy przeżyli II Wojnę Światową, prawdopodobnie nigdy nie zapomną cierpień, których doznali ze strony sąsiadów RP. Barbara Epler Matuchniak, córka polskiego oficera II Rzeczpospolitej, obecnie 72-letnia mieszkanka Londynu opisuje swoje przeżycia z dzieciństwa w sposób następujący: „Najazd niemiecki na nasz kraj (…) położył kres naszemu normalnemu życiu (…). Samoloty niemieckie krążące nad Buskiem strzelały z karabinów maszynowych do pracującej ludności na roli, dzieci powracających ze szkoły i do polskiego wojska usiłującego dotrzeć do południowych granic Polski” . To złe wspomnienie pozostanie w pamięci nie tylko tych, którzy go doznali, ale również wielu następnych pokoleń, powodując zrozumiałe uprzedzenie do narodu niemieckiego.
Dorobek Kohla
Obejmujący władzę kanclerza w 1998 roku, Gerard Schröder odziedziczył Niemcy nadal podzielone pod wieloma względami. W landach wschodnich panowało wysokie bezrobocie i zacofanie gospodarcze. Kraj ponosił więc olbrzymie koszty na utrzymanie terenów byłego NRD i wyciąganie go z zapaści ekonomicznej. Jak zauważa prof. dr hab. Robert Łoś w swojej pracy poświęconej stosunkom Niemiec z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, „o ile (…) w okresie rządów Kohla akcentowano ‘romantyczne’ elementy związane nieomal z misją wobec krajów regionu, to jego socjaldemokratyczny następca akcentował konieczny pragmatyzm”. Według Katarzyny Stokłosy z Instituto Hannah Arendt, Helmut Kohl był lubiany w naszym kraju głównie z powodu jego poparcia dla wstąpienia nowych państw do Unii Europejskiej . Nie wydaje się zatem dziwny fakt, że zmiana rządu była źle postrzegana m.in. przez Polskę, która z początku dość nieufnie odnosiła się do Schrödera.
Stosunki polsko-niemieckie za kadencji Schrödera: wzajemne uprzedzenia – stereotypy, mentalność społeczeństw
Jak już wspomniałem, społeczeństwa obu omawianych krajów nie przepadały zbytnio za sobą. Z niemieckiego punktu widzenia, nasi sąsiedzi zawsze pomagali nam w akcesji do Europy Zachodniej, wspierali nasze dążenia do Unii Europejskiej i NATO, przez co często odnosili straty polityczne i gospodarcze. Według Niemców niewdzięczni byliśmy wtedy, gdy po wsparciu, które nam udzielili na szczycie w Kopenhadze w 2002 roku, premier Leszek Miller podpisał „listę ośmiu” bez konsultacji z Berlinem, ale o tym nieco później. Kwestia Iraku również znacznie pogorszyła nasze stosunki, a to między innymi ze względu na to, iż RP występowała często przeciwko interesom Niemiec. Ale warto zauważyć, że jest to paternalistyczne postrzeganie stosunków z Polską, a nie natury sąsiedzkiej. Jako naród zaś, byliśmy i wciąż jesteśmy niejednokrotnie osądzani jako społeczeństwo zbyt mocno przywiązane do tradycji kościelnych, niepostępowe, kłótliwe i egoistyczne.
Z polskiego punktu widzenia, Niemcy zawdzięczają nam zjednoczenie swojego kraju, zniszczenie komunizmu i zakończenie Zimnej Wojny. Bez Polaków, którzy walecznie odzyskali niepodległość, nie byłoby możliwe tak szybkie złączenie NRD i RFN. Pomoc zaś, którą Niemcy udzieliły swojemu wschodniemu sąsiadowi, nie była bezinteresowna, gdyż obecność Polski w NATO i Unii Europejskiej przynosiła bilateralne korzyści dla obu stron. Media w naszym kraju nie stroniły też od krytycznych komentarzy skierowanych w polityków niemieckich. Dobrym przykładem jest okładka tygodnika „Wprost”, na którym widnieje przewodnicząca Związku Wypędzonych, Erika Steinbach w mundurze SS, jadąca na Gerardzie Schröderze.
Starania o przystąpienie Polski do Unii Europejskiej:
Starania Polski o przystąpienie do Unii Europejskiej zaczęły się stosunkowo wcześnie. Już w 1989 roku podpisano układ gospodarczy ze Wspólnotami, a w 1994 złożono wniosek o przyjęcie do Unii. Rokowania rozpoczęto w 1998 roku, niedługo przed początkiem urzędowania Schrödera . Wtedy też, po objęciu władzy w Berlinie przez koalicję Czerwono-Zieloną oraz rząd Buzka w Warszawie, polityka Niemiec związana z rozszerzeniem Unii uległa mocnemu wyhamowaniu. Rząd Schrödera za priorytet postawił sobie interesy własnego kraju i wzmocnienie wewnętrzne Unii, a na drugim miejscu dopiero przystąpienie nowych krajów do Wspólnot. W Polsce politykę tą odebrano jako zrezygnowanie z kursu obranego przez Kohla.
Jak się później okazało, koalicja SPD-Zieloni chętnie wspierała polskie dążenia do UE, chciała jednak zmniejszyć koszty ponoszone na składki unijne, bowiem rozszerzenie organizacji mogło przynieść katastrofalne skutki dla niemieckiego budżetu. Schröder chciał więc nie tyle zablokować dostęp krajów Europy Środkowo-Wschodniej do Unii, ile spowolnić nieco proces akcesji i wynegocjować zamrożenie budżetu Wspólnot na lata 2000-2006 na ówczesnym poziomie 85 miliardów euro. To jednak jawnie godziło w interesy m.in. Polski, gdyż zagrożona okazała się obiecana wcześniej pomoc dla krajów kandydujących w wysokości 25 mld €. Kanclerz nie uniknął fali krytyki za przekładanie niemieckich interesów nad unijne. Zagroził jednak całkowitym zablokowaniem decyzji poszerzenia wspólnot, w wypadku nie rozwiązania problemu nadmiernie wysokiej składki RFN do budżetu. Powiedział wtedy: „Jeżeli przyjmujemy do Unii Europejskiej nowych partnerów, to kraje, które do tej pory uzyskiwały same profity, muszą wykazać trochę solidarności i powinny zrezygnować z części zysków” . Stanowisko to poparły inne kraje będące płatnikami netto. W dalszych rozmowach, Gerhard Schröder odrzucił polski wniosek o zniesienie ograniczeń na import węgla i poparł projekt ograniczenia rynku pracy dla nowych członków Unii .
Kanclerzowi nie udało się jednak w pełni ograniczenie kosztów ponoszonych przez jego kraj, a to za sprawą Francji, która nie miała zamiaru dopuścić do gwałtownego zwrotu w reformowaniu polityki agrarnej (gdyż to ten kraj najwięcej z całej „piętnastki” korzystał i nadal korzysta z dotacji dla rolnictwa) . Mimo początkowych zatargów, nie trudno było zauważyć, iż Polska była wyraźnie faworyzowana przez Schrödera wśród pańsw Europy Środkowo-Wschodniej. Przedstawiciele obu państw spotkali się wielokrotnie, podczas gdy relacje z innymi krajami były znacznie luźniejsze. W związki te ingerowało jednak wiele organizacji, partii opozycyjnych i publicystów. Dlatego też współpraca polsko-niemiecka nie układała się najlepiej .
Tuż przed referendum w Polsce dotyczącym przyłączenia do Unii Europejskiej, pojawiło się wiele głosów za akcesją i tyleż samo przeciw. Wśród tych ostatnich wielokrotnie atakowano Niemców, jako tych, którzy zamierzają wykupić tzw. Ziemie Odzyskane, Polaków zaś chcą zamienić w „robotników rolnych”. Wzbudzano tym nienawiść do naszych sąsiadów, atakując ich niejednokrotnie bezpodstawnie. Jak pisał w wydanej przez siebie broszurze prof. Maciej Giertych:
Niemieckie zainteresowanie naszą akcesją wynika nie tylko z ich woli panowania nad całą Europą, ale i z bardziej specyficznie niemiecko-polskich relacji. (…) Liczą na to, ze po wejściu Polski do UE dostaną zwrot utraconej własności lub odszkodowanie za nią. (…) Mamy tu więc klasyczny rewizjonizm historyczny, pogróżki i zapowiedzi walki o uchylenie w imię norm i praw europejskich ważności decyzji poczdamskich .
Następnie, przytoczone są słowa, które miał wypowiedzieć Gerard Schröder w 2000 roku do Związku Wypędzonych w Berlinie:
Nie drażnijcie ofiary, która sama pcha się w nasze ręce, zawierzcie mojej metodzie, ja wam dostarczę wschodnie landy w taki sposób, że ich dzisiejszy administratorzy, Polacy, będą nam wdzięczni .
Zupełnie inny cytat kanclerza z tego samego zjazdu przytacza portal tygodnika „Wprost”:
Niemcy jako państwo nie będą zgłaszać roszczeń terytorialnych związanych z przeszłością. Pomorze, Prusy Wschodnie i Śląsk, Królewiec, Szczecin, Wrocław i Gdańsk oraz Sudety są częścią naszego dziedzictwa historycznego i kulturalnego. Ale nie należą one do naszego państwa .
Organizacje mające wpływ na stosunki polsko niemieckie:
Związek Wypędzonych i Powiernictwo Pruskie
Związek Wypędzonych, do którego zwracał się Schröder, wielokrotnie i konsekwentnie podważał postanowienia umowy poczdamskiej. Jego przewodnicząca, Erika Steinbach, o której była już mowa, domaga się od Polski (ale także Czech i Słowacji) przyznania odszkodowań za konfiskatę mienia późniejszym przesiedleńcom, bądź też oddania Niemcom ich dawnych posiadłości. Działania te szybko zinterpretowano w Polsce jako agresywny, niemiecki rewanżyzm, a następnie odrzucono wszystkie żądania Związku. Bano się także, że sprawców II Wojny Światowej – Niemców, przedstawi się jako ofiary wojny. Kanclerz poparł stanowisko polskiego rządu i sprzeciwił się finansowaniu organizacji Steinbach z budżetu państwa. Nie zmieniło to jednak wiele, bowiem Związek nadal istnieje i jest finansowany obecnie z prywatnych pieniędzy .
Podobną organizacją jest Powiernictwo Pruskie na czele z Rudim Pawełką. Ma ono podobne cele do Związku Wypędzonych: chce odzyskać utracone majątki rodaków. Jest to jednak organizacja określana często mianem skrajnej i marginalnej. Ponadto, nie ma żadnego poparcia politycznego. Jedynym zagrożeniem, które z jej strony wynika, jest możliwość złożenia pozwów odszkodowawczych w sądach. Te jednak, zdaniem prawników nie mają żadnej szansy na powodzenie ze względu na brak podstaw prawnych. Odwetem polskiego Sejmu wobec działalności obu organizacji było żądanie reparacji wojennych od naszych zachodnich sąsiadów. Miało ono nie tyle zmusić władze niemieckie do wypłacenia odszkodowań, ile do zrzeczenia się roszczeń w imieniu wypędzonych .
Bardzo prawdopodobne jest jednak, że większość owych problemów stworzyli nie Niemcy, a właśnie Polacy. Media w kraju tak znacznie nagłośniły działalność nieznanej dotąd Eriki Steinbach, że Niemcy nie mogli jej już dłużej ignorować. Podobnie stało się z Pruskim Powiernictwem. Prasa i telewizja dostarczyła Polakom to, czemu łatwo dać wiarę – ukazała obie organizacje jako silne i reprezentujące naród niemiecki, podczas gdy nie miały one wielu zwolenników. W rzeczywistości, fundacje te, wysuwając roszczenia wobec Polski, chciały zmusić rząd Niemiec do wypłacenia wypędzonym odszkodowań z budżetu RFN w imię dobrych stosunków z sąsiadem (wtedy żądania organizacji byłyby spełnione). Kanclerz pozostał jednak nieugięty wobec rodaków. Zapewnił Polskę, że rząd Niemiec u boku Polskiego będzie zwalczać argumenty własnych obywateli w sądach międzynarodowych. Na konferencji prasowej w 2003 roku dodał, iż:
Wypędzenia i wysiedlenia zawsze powodowały cierpienia ludzi, i to niezależnie od tego, jaka była ich przyczyna i kto wydał rozkaz. Nie chciałbym jednak, aby w przypadku wypędzeń w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu mieszano przyczynę ze skutkiem .
Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość
Aby polepszyć stosunki sąsiedzkie ze wschodnim sąsiadem, rządząca wówczas koalicja SPD-Zieloni wsparła polskie dążenia i pomogła w utworzeniu fundacji odszkodowawczej Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość, która to przekazywała pieniądze fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie i ta ostatnia wypłacała je byłym robotnikom przymusowym. Przy wypłacanych odszkodowaniach doszło jednak do kolejnych kontrowersji, a to za sprawą rzekomo nieuczciwego przeliczenia marek niemieckich na złotówki.
Gazociąg północny
Stosunki polsko-niemieckie znacznie pogorszył projekt budowy gazociągu północnego, przebiegającego po dnie morza Bałtyckiego. Ma on prowadzić gaz ziemny prosto z Rosji do Niemiec, z ominięciem Polski i republik bałtyckich. Projekt godzący w interesy tych państw, pojawił się w 1997 roku. Przez kilka kolejnych lat trwał spór międzynarodowy – z jednej strony Niemcy i Rosja dążące do zrealizowania budowy, z drugiej zaś państwa bałtyckie, broniące swojego stanowiska. Wygrała ta pierwsza grupa, ale było to pyrrusowe zwycięstwo, bowiem Polska i kraje bałtyckie zablokowały możliwość finansowania przedsięwzięcia przez Europejski Bank Inwestycyjny .
Po podpisaniu umowy zatwierdzającej budowę gazociągu, zarówno media, jak i niektórzy politycy w Polsce przyrównali to wydarzenie do paktu Ribbentrop-Mołotow (Hitler-Stalin), nazywając go tym razem „paktem Schröder-Putin”. Wiele kontrowersji przysporzył także fakt, że w 2 tygodnie po podpisaniu umowy, Schröder, tracąc fotel kanclerza, objął stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej konsorcjum, które odpowiada za wybudowanie gazociągu. Międzynarodowe media okrzyknęły to skandalem i zarzuciły Niemcowi przekładanie własnych interesów nad krajowe.
|