Mloda RP
Startuj z nami ustaw jako startową Dodaj do Ulubionych dodaj do ulubionych Kontakt kontakt
zamów reklamę na MłodejRP   
 Tak to tak?

Myślisz „yes” mówisz Marcinkiewicz? Twórcy filmu „Jestem na tak” (reż. Peyton Reed) chcieliby byś kojarzył z tym słowem ich produkcję i Jima Carrey’a ,który gra w niej główną rolę. Czy należy zmienić skojarzenie?

W idealnej recenzji autor nie powinien przedstawiać swojej opinii na temat recenzowanego filmu, bądź innego dzieła/produktu, w pierwszym akapicie. Dlatego też nie mogę Wam zdradzić tego czy „Jestem na tak” jest warte wyjścia z domu i udania się do kina, choć na zewnątrz temperatura przeraźliwie zbliża się do zera i nawet niżej. Krótko przedstawię niezbyt skomplikowaną fabułę filmu. Carl (Carrey) to życiowy nieudacznik. Pracuje w finansach i zajmuje się kredytami (ciekawe czy postać stworzono jeszcze przed kryzysowym szaleństwem czy też może właśnie to była inspiracja). Nie ma dziewczyny i tak dalej, i tak dalej. Pewnego dnia znajomy zaprowadza go na spotkanie z guru (Terrence Stamp) sekty zwanej „Yes man” (tak zresztą w oryginalne brzmi tytuł filmu). Oczywiście od tego momentu życie Carla diametralnie się zmienia. Pod wpływem guru Carl wykreśla ze swojego słownika słowo „nie”. Od tej pory jego życie będzie usłane różami – zakocha się, dostanie awans i podwyżkę i tak dalej, i tak dalej. Będzie prawdziwym człowiekiem na tak, a nie no-manem, jak nazywa się w sekcie zaprezentowanej na ekranie ludzi używających słowa „nie”. Naturalnie nie obędzie się bez pewnych perturbacji związanych z nowym stosunkiem Carla do dwóch najbardziej podstawowych słów w każdym języku. Ale żeby dowiedzieć się co dokładnie dzieje się w filmie „Jestem na tak” musicie udać się do kina. Teraz doszliśmy w naszej recenzji do momentu, w którym mogę wypowiedzieć się na temat tego czy do kina iść warto.

Jeśli lubicie Jima Carrey’a to pewnie i tak pójdziecie na ten film. Jak dla mnie ten aktor w każdej produkcji gra tak samo. Trochę przypomina Cezarego Pazurę. Chciałbym od razu uściślić – nie oznacza to, że przekreślam obu tych panów czy uważam, że są słabymi aktorami. Absolutnie nie, bo obaj mają na koncie role w filmach, które bardzo cenię i lubię. Ale jak dla mnie Jim Carrey gra ostatnimi czasy w bardzo podobnych filmach i tworzy tam bardzo podobne kreacje – weźmy na tapetę choćby „Bruce’a Wszechmogącego”, „Dick i Jane: Niezły ubaw” oraz „Jestem na tak”. Wszystkie te filmy są jakby takie same. A Carrey powiela w nich te same schematy. Owszem, czasem jest to zabawne, ale czasem także denerwujące. „Jestem na tak” jest poza tym trochę głupkowatym filmem. Chociaż sympatycznym. Wzbudza uśmiech, czasem może politowania, ale jednak częściej rozbawia, chociaż nie jest to zbyt inteligentny humor. Najbardziej ubawią się polscy widzowie gdy w pewnej scenie guru sekty krzyknie niczym Kazimierz Marcinkiewicz – „yes, yes, yes”. Na plus filmu można zaliczyć muzykę, która jest przyjemna dla ucha, a na ścieżkę dźwiękową filmu składa się kilka popularnych piosenek, co poprawia klimat filmu. Ale czy „Jestem na tak” ma wystarczająco dużo plusów by być na tak i wybrać się do kina?

Nie sądzę. Jest to raczej film, który można obejrzeć w telewizji w ponury albo zimny wieczór. Ale czy warto wychodzić do kina przy temperaturze bliskiej zeru by obejrzeć „Jestem na tak”? Raczej nie. Gdybym jednak miał podjąć jednoznaczną decyzję to powiedziałbym, że jestem za, a nawet przeciw.



1  || Strona do wydruku || Powrót


 Informacje o artykule

Jestem na tak
Autor: Marcin Żukowski
Dodano: 25.12.2008
Czytań: 140

 Dodaj swój komentarz








Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się!

   Komentarze

DODAŁ: nick , DNIA: 08.01.2009, 07:25:03
ecbnazxwktqnwimoorxgvidfckxfbg
 
Mloda RP Kontakt Redakcja Reklama Wydawca
projektowanie stron www             
- - - -